Star Wars. Wielka Republika. Na ratunek Valo – recenzja książki

Nowy rok, nowe przygody w świecie Star Wars. Stale rozbudowywany projekt medialny, jakim jest Wielka Republika, to niezmiennie okazja na odpoczynek od dobrze znanych Skywalkerów i ich epoki. A Star Wars. Wielka Republika: Na ratunek Valo to właśnie taki wypoczynek, tym razem od Daniela Jose Oldera. Jak sprawdza się piąta już, wydana u nas przez Wydawnictwo Olesiejuk książka Star Wars?

Na Ratunek Valo, podobnie jak znana czytelnikom tego cyklu Star Wars: Próba Odwagi, to historia o najniższym progu wejścia. Przystępna dla sympatyków Gwiezdnych Wojen w każdym wieku, pisana prosto i zwięźle. Umiejscowiona fabularnie ponad 100 lat przed filmem Mroczne Widmo, jest łakomym kąskiem dla każdego fana, który chciałby rozszerzyć swoją wiedzę o losy postaci z Wielkiej Republiki. I co mogę na swoim własnym przykładzie napisać – tak w istocie jest!

Zobacz również: Star Wars. Wielka Republika: W Ciemność; recenzja książki

Gdy bowiem kończyłem lekturę Na ratunek Valo, to czułem tutaj zdecydowanie ulepszoną, lepiej poprowadzoną formułę Próby Odwagi. Jednocześnie, wciąż jest to opowieść, która może być dobrym zakupem od rodzica dla swojej pociechy. Pozytywne przesłanie, pokrzepiające spostrzeżenia i pokonywanie przeciwności losu, tego tu nie brak.

Fabuła jest ściśle powiązana z poprzednią książką którą dostarczył naszemu rynkowi wydawca, mianowicie ze Star Wars: Burza Nadciąga. Stety bądź niestety, to już jest ten moment, gdzie literacki projekt zaczyna się już rozrastać niczym filmy Marvela. A historie książek zaczynają się coraz bardziej wzajemnie uzupełniać.

Na ratunek Valo koncentruje się na dwóch grupach postaci, których przeznaczone się będzie spotkać w tytułowym mieście. Grupę pierwszą stanowi młody padawan Ram Jomaram, jego droid V-18 a także paczka pociesznych Bonbraków, które to malutkie stworzonka można porównać do skrzyżowania myszy i gremlinów ze smykałką do majsterkowania…jak i psucia.

Zobacz również: Star Wars; Ian McDiarmid powróci jako Imperator?

Druga grupa zaś to padawanka Lula, jej towarzyszka Zeen a także Mistrzo Jedi Kantan Sy. Razem połączą oni siły w walce z okrutnymi Nihilami w obronie niewinnych mieszkańców. Spróbują również podjąć się wielkiego zadania, jakim będzie przywrócenie łączności w oddalonej od miasta wieży.

Ponieważ Na ratunek Valo adresowana jest przede wszystkim do młodszych czytelników, to większość uwagi jest poświęcone trójce najmłodszych bohaterów. I już na tym etapie widać wyraźną poprawę względem „Próby Odwagi”. Przede wszystkim, każdy z tej ekipy jest całkiem biegły we władaniu mocą, i potrafi sobie poradzić w groźnym otoczeniu.

Historia szybko przechodzi do wydarzeń rozgrywających się w najechanym przez Nihilów mieście Valo. Akcja i tempo względem Próby Odwagi jest wyraźnie zwiększone. Praktycznie co rozdział obserwujemy jakieś zderzenie naszych padawanów z niebezpieczeństwem albo z pozornie nieciekawą sytuacją. Dla mnie, jako starszego czytelnika, nie jest to problemem, i potrafię docenić przegadane rozdziały. Młodsi fani Star Wars jednak, którzy wobec takiego chaosu chcieliby dostać więcej machania mieczem, będą z pewnością zachwyceni!

Zobacz również: Horizon Forbidden West; recenzja gry. Witaj nowa generacjo!

Oczywiście, machanie mieczem świetlnym i pilotowanie statków w Na ratunek Valo to jedno. Ponieważ jednak obserwujemy poczynania przyszłych rycerzy Jedi, to oczywiście cała ta przygoda musi być pewną nauką. Zarówno dla bohaterów jak i dla czytelnika.

W postaci Rama Jomarama można łatwo zobaczyć problem, wynikający z przywiązania się do dobrze znanej okolicy i rutyny. Ram jest całkowicie zadowolony ze swojego otoczenia w placówce na Valo, gdzie może oddawać się majsterkowaniu i serwisowaniu rzeczy. Do tego posiada za stałych towarzyszy nie ludzi, a droida i Bonbraków. Jego osoba z pewnością trafi do czytelników ceniących sobie bardziej spokój, szczególnie gdy są na czymś skupieni. Albo po prostu, czujących się bardziej jak introwertycy. Jednocześnie zaś, dzięki temu co go spotka, otworzy się bardziej na świat zewnętrzny, i zawiąże nowe relacje i przyjaźnie.

Lula i jej wojaże to zaś przede wszystkim kwestia odczuwanej zazdrości, ale i wierności osobie, którą się szanuje. Jedną z powracających postaci jest Vernestra, która stając się Rycerką Jedi w młodym wieku, wzbudza jednocześnie podziw ale i zazdrość wielu młodych padawanów. W tym właśnie Luli, a jej próba stłumienia tego negatywnego uczucia, będzie dla niej cenną nauką. I dla czytających, którzy sami nieraz zazdrościli sukcesów swoim kolegom jak i koleżankom. W postaci Mistrzo Sy Lula ma zaś osobę, na której wiedzy, umiejętności i zrozumieniu może zawsze polegać.

Zobacz również: Fabryka Absolutu; recenzja książki. Klasyka literatury czeskiej dalej w świetnej formie

Ram dostając informację o planowanym ataku na wieże łączności, podejmuje się próby opuszczenia swojej strefy komfortu. Jednocześnie wypełnienia swojego obowiązku jako strażnik porządku i bezpieczeństwa obywateli. Chociaż początkowo towarzyszy mu tylko droid i pocieszne Bonbraki, to los szybko skrzyżuje jego losy z innymi charakterami. W tym, znaną z poprzedniej książki, neutralną użytkowniczką mocy Ty Yorrick. Lula natomiast, wraz z towarzyszką Zeen i Mistrzo Sy, ruszają na rodzinną planetę tej drugiej. Znajdować się tam mogą informacje, o przyszłych planach Nihilów.

Na ratunek Valo liczy trochę ponad 200 stron, z czego zdecydowana większość rozgrywa się w tytułowym mieście. Nie ma tu jakiś dłuższych pauz, dzięki czemu płynnie się przeskakuje z rozdziału na rozdział. Główne zmagania koncentrują się na próbie walki z najeźdźcami, a historia pokazuje, jak nawet młodsi, mniej pewni swoich sił adepci mocy, mogą zdziałać wiele dobrego. Pod warunkiem oczywiście, że ruszą do akcji i będą współpracować sami ze sobą. Dostrzegając swoje wady zalety, wspierając się w trudnych chwilach. To zresztą wprost jedna z nauk, jaką otrzymuje Ram Jomaram od swojego mistrza. “Musisz postrzegać wszystko jako całość. Traktować każdą część jako element tej całości…nie tego, czym chcesz, aby była”. To zdecydowanie najcenniejsza lekcja z tej książki. Na przykładzie brutalnego najazdu na Valo widać, jak różne charaktery, biegłe w różnych zdolności i umiejętnościach, mogą razem współdziałać na rzecz pomocy niewinnych.

Obdarzony mechanicznymi zdolnościami Ram, będzie miał finalnie okazję wykorzystać je przy naprawie wieży. Gotowe do walki i wierzące w siebie Lula i Zeen zaś, będą bronić go przed zagrożeniem. A tym okażą się nie tylko Nihilowie…

Zobacz również: Batman; ogromny sukces w box office

Na ratunek Valo sprawdza się więc doskonale, jako awanturnicze, przygodowe Sci-Fi dla młodszych. Przygoda, która w myśl ducha Star Wars, zachęci do pracy i przemyśleń nad samym sobą.  Poprawki względem Próby Odwagi bardzo cieszą, a i sama książka wydaje się już bardziej integrować z główną fabułą. Tytuł autorstwa Justiny Ireland rozgrywał się na zupełnie odległej, niegościnnej planecie, a wydarzenia które się tam rozgrywały, były praktycznie nieistotne dla losów Wielkie Republiki. Tutaj zaś, obserwujemy zmagania w samym oku cyklonu na Valo, które dodatkowo były już wzmiankowane w “Star Wars: Burza Nadciąga”, więc łatwiej zaakceptować je jako ważne dla cyklu.

Niektórych czytelników może dodatkowo ucieszyć obecność postaci, jaką jest Mistrz Sy. Taka forma odmiany świadczy oczywiście o obecności w fabule osoby niebinarnej, i coraz częściej można się na taki zapis natknąć w języku polskim, czytając opowiadania. Jest to zawsze jedna postać więcej, z którą może identyfikować się pewna grupa czytelników. Jednocześnie trzeba by w sobie posiadać duże pokłady złej woli, by w Odległej Galaktyce, zamieszkiwanej przez niezliczone rasy i istoty, obecność takiej postaci traktować jako problem książki.

Realne minusy Na ratunek Valo jednak posiada. Przede wszystkim, silnie się tu odczuwa, że to tylko część większej historii. Pierwsza połowa wątku Luli i Zeen na umierającej planecie jest wyjątkowo zbędna i nieciekawa. Nie daje wielu informacji, za to buduje podwaliny pod coś, do czego dopiero kiedyś odniesie się któryś z nadciągających tytułów. 

Zobacz również: Star Wars; w przygotowaniu jest nowa trylogia?

Podobnie ma się sprawa z samym Valo. W tytule napisanym przez Oldera, widzimy tylko fragment konfliktu. Jeżeli zaś chcemy mieć szerszy obraz tego, co tam się wydarzyło, to oczywiście musimy sięgnąć po poprzedni, adresowany już do starszego czytelnika tom. Dla kogoś, kto tak jak ja czyta te książki od momentu pojawienia się ich na rynku, nie będzie to problemem. Jeżeli jednak sięgnąć po Na ratunek Valo jako po niezobowiązującą lekturę, to skończy się to uczuciem niedosytu. Uczuciem tak charakterystycznym dla poznawania pobocznych historii, rozgrywających się w trakcie trwania tych większych.

Grupa docelowa też jest istotną kwestią, o której nie wolno zapominać. Nie było dla mnie zaskoczeniem, że bohaterom oczywiście nie dzieje się żadna większa krzywda i w końcu udaje im się pokonać przeciwności losu. Ciężko nazwać to sielanką, ale widać wyraźnie, jak pomimo walk i niebezpieczeństw na ulicach Valo, padawani są ponad to i stale sprzyja im szczęście. Na pewno trochę gryzie się to z powagą sytuacji, jednak i tak jest pod tym względem całkiem dobrze. Młodziaki nie silą się na głupie żarty nie na miejscu, zamiast tego głównie się wspierają i dążą do celu. Jak to bywa w Star Wars, za główny element komediowy robi droid oraz małe stworzonka, które na szczęście nie przeszkadzają w żadnym momencie i ciężko je nazwać irytującymi.

Prosta historia nie obfituje też w żadne specjalnie zaskakujące zwroty akcji, chociaż powrót pewnego innego – obok Nihilów zagrożenia – z pewnością wprowadza dodatkowy element niepokoju. Zwłaszcza, gdy pamiętamy grozę z książki trzeciej albo komiksów…

Zobacz również: Jestem Legendą; sequel filmu oficjalnie zapowiedziany!

Star Wars. Wielka Republika: Na ratunek Valo to udane rozwinięcie formuły książkowych Gwiezdnych Wojen dla najmłodszych, przy jednoczesnym powiązaniu opowieści z głównym wątkiem dla całego projektu. Dostajemy tu sympatyczne, dążące do wykonania ważnego zadania postacie. Jest też  zagrożenie z którym trzeba się zmierzyć, wraz ze sporą ilością latania pojazdami i machania gwiezdnym mieczem. Nie brakuje także starć, z których trzeba wyjść podchodząc do problemu w bardziej chłodny, spokojny sposób. Ze wszystkich wydanych do tej pory pięciu opowiadań, to jest z pewnością najciekawszym wyborem dla młodych adeptów Mocy. 

Lektura ta może też pomóc w podjęciu decyzji o tym, czy będziemy chcieli pozostać z Wielką Republiką na dłużej. Jeżeli Na ratunek Valo wam się spodoba, to śmiało możecie sięgnąć po W Ciemność, które jest następnym krokiem, pomiędzy omawianym tu tytułem a tymi najbardziej obszernymi, jak Światło Jedi i rozgrywające się w tym samym czasie Burza Nadciąga.

Dla mnie zmagania Rama i Luli wraz z ich towarzyszami, były przyjemnym przerywnikiem od poważniejszych historii z tego okresu Star Wars, jak i od innych lektur Sci-Fi. Dla czytelników, którzy chcą być dobrze obeznani z Wielką Republiką lektura i tak nie do ominięcia. Natomiast dla mniej wciągniętych w ten świat, młodszych pasjonatów książek, z pewnością ciekawa propozycja do zapoznania się w wolne popołudnie.

Plusy

  • Intensywna akcja od początku do końca
  • Relacje między młodymi bohaterami, wspieranie się i wykorzystywanie swoim mocnych stron
  • Znacznie silniejsze powiązanie z główną historią Wielkiej Republiki

Ocena

7.5 / 10

Minusy

  • Momentami nic nie wznoszące wątki, będące zapowiedzią przyszłych wydarzeń
  • Brak znajomości poprzednich książek ogranicza rozeznanie w sytuacji
  • Bezpieczne prowadzenie fabuły wynikające z grupy wiekowej w którą celuje książka
Krystian Wierzbicki

Fan gier video, książek Sci-Fi, anime i mangi jak i wszelkich innych komiksów. W 2019 odkrył, że istnieją międzymiastowe konwenty więc stara się wpadać na co może. Wielki miłośnik serii One Piece, z piractwem posiadający związek już za młodu, gdy nabywał gry na Stadionie Dziesięciolecia do swojej przerobionej PlayStation 1

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze