Undertale – Czyli jak porwać tysiące graczy

Mamy rok 2015. Na rynek growy wkraczają takie produkcje jak Wiedźmin 3: Dziki GonFallout 4Bloodborne, czy Batman: Arkham Knight. A to tylko szczyt góry lodowej. A jednak gdzieś w tym morzu wysokobudżetowych tytułów swój kawałek tortu zagarnęła mała, niezależna gra. Pozornie brzydka, nieciekawa, z prostą mechaniką. Undertale. A jednak szacunkowa ilość graczy, która zasiadła przy niej wynosi ponad 700,000! Dlaczego? Co wyjątkowego kryje się między pokracznymi pikselami?

Osobiście uwielbiam gry indie. Trudno o bardziej kratywne zakamarki popkultury, niż interaktywne tytuły tworzone niezależnie, z potrzeby serca i pasji. Dlatego też, zamiast płakać nad coraz to gorszym stanem gamingu na świecie, zatapiam się w uniwersum innowacji. I tę bezgraniczną miłość zapoczątkowała pewna mała, niezbyt urodziwa i prosta gra, Undertale.

Zobacz również: Horizon Forbidden West – recenzja gry. Witaj nowa generacjo!

undertale

Cofnijmy się więc do roku 2015. Wiedźmin 3: Dziki Gon jeszcze przed premierą koronowany zostaje na najlepszą grę RPG tego okresu. I ciężko się nie zgodzić. Jednak dokładnie w tym samym roku, niecałe 4 miesiące po premierze polskiej dumy narodowej, wychodzi bohater dzisiejszego artykułu. Jaka jest szansa, by taka gra się wybiła? Stosunkowo mała. Czasem jednak tak bywa, że twór ma w sobie pewną iskrę. Pierwiastek kultowości. A Undertale w zastraszającym tempie stał się produkcją uwielbioną. Wręcz wyniesioną ponad inne. Jej fenomen szybko rozprzestrzenił się po całym świecie. Fan-arty, cosplaye, fan-made’y i fan-fiction. Miłośnicy popkultury zwariowali. Ale tak właściwie dlaczego?

Zobacz również: Dying Light 2 – Recenzja gry. Światełko nadziei

undertale

Undertale opowiada z pozoru prostą historię. Ziemią rządziły niegdyś dwie rasy, ludzie i potwory. Jednak w pewnym momencie coś ich poróżniło. Rozpoczęła się wielka wojna. Potwory przegrały ją i zostały wypędzone do podziemi i zapieczętowane. To rozwiązanie było owocem strachu. Albowiem monstra posiadały umiejętność wysysania ludzkich dusz. Pewnego jednak dnia ludzkie dziecko przypadkiem wpada do krainy bestii. By się wydostać, musi odbyć długą podróż.

Bardzo szybko okazuje się jednak, że wszystko nie jest takim, jakim może się wydawać. Undertale zkrywa wiele tajemnic, tych mrocznych, jak i uroczych. W miarę brnięcia dalej gracz ma możliwość poznać wiele perspektyw konfliktu, który wybuchł przed wielu laty w tym fantastycznym świecie. I ten właśnie miks prostoty i tajemnicy sprawia, że ta gra jest tak bardzo atrakcyjna.

Zobacz również: Uncharted: Legacy of Thieves – recenzja gry. Jeden z najgorszych remasterów

undertale

Cała ta produkcja wydaje się być prosta, wręcz bezczelnie banalna. Wysyp tytułów pixel-artowych, które swoją formą bardzo przypominają Undertale jest ogromny. Ten trend trwa już od paru ładnych lat. I gracze raczej umieją odnajdywać się w tym, co warte jest uwagi, a co zginie w morzu średniaków robionych na kolanie.

Jednak Toby Fox z premedytacją stworzył takie dzieło. Zaczęło się od zbiórki crowdfundingowej na Kickstarterze. Twórca wyznaczył cel zbiórki na 5000 dolarów. Zainteresowanie było jednak większe, niż Fox się spodziewał. W lipcu 2013 kolekta zakończyła się, osiągając łącznie ponad 50.000 dolarów.

Czerpie ono żywcem z takich tworów jak EarthboundBrandish i wielu innych produkcji. Bowiem Undertale w swoim pierwotnym założeniu to… parodia całego gatunku gier RPG. Ci, którzy zjedli zęby na starych produkcjach role-play (i tych nowszych również) doskonale odnajdą się w tej konwencji. Gdyż wszystko, co w tej grze robimy, co widzimy, co poznajemy, jest komentowane i obracane w żart. Wyśmiewa się graczy, mechaniki, tradycje, jak i również samych twórców gatunku. I ta lekkość przekazu pełna meta-nawiązań i naprawdę inteligentnego humoru na tyle spodobała się graczom, że dziwić nie powinien sukces gry. Bo z pozoru tak niewiele trzeba, by osiągnąć sukces. No właśnie…z pozoru…

Zobacz również: Kirby and the Forgotten Land – recenzja gry. Różowa kulka Odyssey

Fot. Materiały prasowe/Undertale

Bo to właśnie słowo, „pozór”, jest słowem kluczem, by zrozumieć fenomen tej produkcji. Albowiem gdyby opisać tę grę jednym słowem, osobiście pokusiłbym się, o…cebulę. Bo jak to powiedział kiedyś jeden bardzo sympatyczny i zielony ogr, „cebula ma warstwy”.

Wręcz rdzeniem produkcji jest cały czas zaskakiwać gracza. Gdy już myślimy, że wiemy, o co chodzi, Undertale szybko nas weryfikuje. Dochodzi do zasiania niepewności, sztucznych podpowiedzi, braniu ich pod wątpliwość przez inne postacie, potem branie samych wątpliwości pod wątpliwość. Aż dochodzi się do momentu, w którym nie wie się nic. Jednak chce się dalej poznawać. Bo prawda jest gdzieś pomiędzy wierszami. I tylko naszą nieustępliwością i dociekliwością do niej dojdziemy.

Albowiem gra ta stworzona jest do wielokrotnego przechodzenia. Jednak rozwieję od razu wszelkie wątpliwości. Nie polega to na rozpaczliwym szukaniu odpowiedzi w linijce tekstu, którą wcześniej pominęliśmy w pośpiechu, chcąc przejść do właściwej rozgrywki. Undertale w pewnym sensie przypomina gry Daniela Mullinsa. Grzebie w plikach, wie, co robiliśmy, czego nie robiliśmy, i ile razy już próbowaliśmy. Do tego dynamicznie dostosowuje się do stylu gry, jaki podejmiemy. Przez to każde podejście jest doświadczeniem wyjątkowym. Nie ma tu mowy o męczeniu się samym tytułem. Wręcz czuje się wewnętrzną potrzebę zaczęcia od nowa, naprawienia błędów, spojrzenia z innej perspektywy, albo podjęcia się zupełnie innego podejścia do rozgrywki. I z każdą taką podjętą przez nas decyzją poznajemy kolejne warstwy. I tu zdaje się kryć prawdziwy fenomen produkcji.

Zobacz również: Najlepsze gry 2022 roku

Fot. Materiały prasowe/Undertale

Wystarczy bowiem wejść na sam serwis YouTube. Gdy wpiszemy frazę „undertale theories”, naszym oczom okazują się setki filmów, w których wielu twórców próbuje zrozumieć, o czym tak naprawdę fabuła tej gry jest. Wiele rzeczy dalej jest niewyjaśnionych. Dlatego filmy tego typu powstają po dziś dzień! W dalszym ciągu Undertale to fenomen będący na językach graczy. To samo tyczy się polskiego YouTube’a. Tu również znajdziemy ogromną ilość teorii i analiz, które na czynniki pierwsze rozbierają całą produkcję.

Jednak dlaczego tak się dzieje? Czy te warstwy, o których już wspomniałem, w ogóle są tak ważne? Przecież, jak już napisałem, gra ta jest jedną wielką parodią gatunku. A jednak. Toby Fox bawi się z nami w kotka i myszkę przez cały czas. Bo gdzieś w głębi tej jakże kolorowej, prostej, zabawnej i przyjemnej produkcji, kryje się dość mroczna i dojrzała historia, która potrafi wycisnąć niejedną łzę.

Dalsza część artykułu poświęcona będzie dokładnemu zbadaniu aspektów, jakie składają się na Undertale. W pewnym momencie dojdzie również do omówienia fabuły spoilerowo. Możecie jednak czytać spokojnie, gdyż chwila, gdy na warsztat wezmę historię, dam specjalne oznaczenie. Jednak jeżeli chcecie zgłębić tę grę na własną rękę, to dobry moment, by odłożyć czytanie na później (bądź przeskoczcie na stronę nr. 3 artykułu) i sięgnięcie po produkcję. Jeżeli jednak to wam niestraszne, zapraszam do przeczytania całości.


DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU ZNAJDUJE SIĘ NA NASTĘPNEJ STRONIE!


Strony: 1 2 3

Adrian Hirsch

Miłośnik sztuki i popkultury w jednym. Najpierw ponarzeka na obecny stan Gwiezdnych Wojen, by następnie pokontemplować nad pisaną przez siebie postacią. Pozytywnie nastawiony do świata, choć nie brak mu skłonności do ironizowania rzeczywistości.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze