Soundless Mountain II, czyli Silent Hill na Game Boy’a – o popularności demake’ów

Soundless Mountain II to fanowska produkcja odwzorowująca Silent Hill 2 i reprezentująca kategorię demake’u. Czym jednak jest sam demake i co ma wspólnego z kulturą fanowską?

Lata 90-te XX wieku i pierwsza połowa XXI wieku to złoty okres dla growych fanów horrorów. Dojrzewające medium gier cyfrowych dorastało wraz ze swoimi odbiorcami i pomału przestawało być „zabawą dla dzieci”. Medialne kontrowersje z Doomem na czele poddawały w wątpliwość słuszność gier, a ich twórcy dolewali oliwy do ognia tworząc coraz to brutalniejsze, mroczniejsze i psychodeliczne tytuły. Ukonstytuowanie się kategorii survival horror za sprawą Alone in the Dark i Resident Evil po raz kolejny pokazało przeciwnikom interaktywnej rozrywki cyfrowej, że jej twórcy nie ograniczają się w zgłębianiu kolejnych jej granic. Było to oczywiście możliwe za sprawą prężnie rozwijającej się technologii, głównie postępowi graficznemu, bez którego growe horrory nie miałyby racji bytu.

Zobacz również: Najlepsze horrory w historii

Powolne wchodzenie gier w trzeci wymiar i eksplorowanie nowego gruntu pozwoliło na bezpośrednie ukazanie strachu bez konieczności odwoływania się jedynie do wyobraźni graczy. Twórcy gier mogli wreszcie realnie nastraszyć swoich fanów otwierając przed nimi swoje umysły i uwalniając kreatywną energię, która przeradzała się w mroczne i niepokojące obrazy. Zapewne to chcieli osiągnąć autorzy z Konami, którzy na horyzoncie swojej wyobraźni dostrzegali mgliście majaczący pomysł na grę, która – jak się później okazało – całkowicie zrewolucjonizowała kategorię survival horror.

Choć odwiedziny Cichego Wzgórza za pierwszym razem w 1999 roku na Szaraku przez Harrego Masona były dla wielu doświadczeniem przerażającym, to ja chciałbym skupić się na powrocie do miasta dwa lata później Jamesa Sunderlanda, szukającego swojej zmarłej żony. Nowa generacja konsola, a co za tym idzie nowe możliwości sprzętowe sprawiły, że druga część Silent Hill była według mnie doświadczeniem najbardziej kompletnym spośród wszystkich gier serii. W tym artykule nie chcę jednak skupiać się na tym, która z gier była lepsza, a która gorsza. Skupię się na urzekającym demake’u przygód Jamesa, który posłuży mi jako punkt wyjścia do krótkiego omówienia szerokiego tematu jakim jest demake.

Zobacz również: Najstraszniejsi przeciwnicy w grach

Soundless Mountain II to demake, który przenosi znane lokacje ze słynnego survival horroru w drugi wymiar, a całość jest ubrana w artystyczną pikselową szatę. Choć jego okładka bezpośrednio nawiązuje do okładek gier z NESa, to sama gra swoimi rozwiązaniami, mechanikami i grafiką zdecydowanie bardziej zbliżona jest do tytułów z Game Boy’a Advance. Produkcja miała swoją premierę w 2008 roku za sprawą jednoosobowego studia Superflat Games tworzonego przez Jaspera Byrne’a. Gra niestety nie jest długa (kończy się w momencie wejścia do pierwszego apartamentowca), jednak warta uwagi, szczególnie dla fanów serii Silent Hill, takich jak autor tego tekstu.

Demake Soundless Mountain II

Zanim przejdziemy do głównego tematu warto zastanowić się nad tym, czym jest demake, ponieważ jest to pojęcie wciąż nieostre i funkcjonujące w pojęciu graczy na różne sposoby. Demake to nowa wersja już istniejącego tytułu, który swoją estetyką i projektem odwołuje się do wybranego okresu w historii gier cyfrowych. Tworzony jest również w oparciu o wybrane urządzenie poprzedniej generacji. Ważne jest, aby stara-nowa gra w jak najpełniejszy sposób oddawała doświadczenie grania jakie towarzyszyło produkcjom z wybranego okresu. Jest to dość okrojona definicja, jednak wystarczająca na potrzeby tego tematu.

Zobacz również: Wronged Us – o kurde, ta gra zapowiada się niepokojąco!

Już samo odpalenie gry przyprawia o dreszcze zaciekawienia i ekscytacji. Zgrabnie wykonane główne menu wzorowane na pierwowzorze napawa radością. Po naciśnięciu opcji „New Game” jest tylko lepiej. Co prawda nie powita nas krótki film z Jamesem w toalecie, który dobrze znany jest z oryginału, a od razu dostajemy we władanie głównego bohatera i możemy zacząć eksplorację otoczenia. Pierwsze, co rzuca się w oczy to fenomenalnie wykonana grafika z pikseli, utrzymana w ciemnej palecie barw, idealnie komponująca się z mrocznym światem gry znanym z konsoli szóstej generacji. Pierwsza lokacja prezentuje się znakomicie, a każda kolejna jest jeszcze lepsza. Samo miasto, choć tylko fragment, odwzorowane jest z dbałością o najmniejsze szczegóły. Nawet największy purysta pikselowy doceni kunszt włożony w grafikę.

Demake Soundless Mountain II

Również muzyka towarzysząca rozgrywce stoi na najwyższym poziomie. Złowrogo przygrywająca nuta utrzymana w konwencji 8-bit potrafi wywołać niepokój i gęsią skórkę, tak samo dobrze jak oryginał. Podobnie dźwięki, które pojawiające się z zaskoczenia napawają strachem. Warta uwagi jest zmiana imion, która została wymuszona za sprawą przemiany tytułu samego demake’u. Imię głównego bohatera zostało podmienione na Jake, tak samo jego ukochanej na Kate. Z historii dowiemy się tylko tyle, co z pierwowzoru – chęć odszukania zmarłej żony przez bohatera. Jednak, czy znając oryginał, jakakolwiek historia jest nam potrzebna?

Zobacz również: LEGO Gwiezdne Wojny: Saga Skywalkerów – recenzja gry. Nostalgia jest silna w tym tytule

Demake, podobnie jak remake, powinien być autonomicznym dziełem, którego historię gracz powinien móc poznać i zrozumieć bez konieczności zaglądania do pierwszej wersji. Co jednak jeśli nie jest to możliwe, ponieważ twórca przedstawia nam jedynie kawałek całej gry? Warto pamiętać, że Soundless Mountain II jest tworem fanowskim i dostępnym za darmo, a takie dzieła rządzą się swoimi prawami. Nikt od nich nie oczekuje przełomowej i ponadczasowej rozgrywki. Dodać do tego trzeba również fakt, że sam Silent Hill 2 nie zdradza za wiele z historii na wczesnym etapie gry, a demake z założenia jest odwzorowaniem oryginału. Można oczywiście zadać pytanie, że skoro demake jest tym samym, co pierwowzór, ale wykonany na starsze urządzenie, to czy ktokolwiek chciałby w niego zagrać?

Demake Soundless Mountain II

Za przykład może posłużyć nie tak dawna premiera demake’u Bloodborne – tytuł, który wzbudził niemałe zainteresowanie wśród fanów elektronicznej rozrywki, a szczególnie fanów gier soulslike. Zdawać by się mogło, że kanciasta, toporna i okrojona wersja nie będzie zwracać na siebie uwagi, jednak było zupełnie inaczej. Pytanie, skąd taka przychylność w 2022 roku dla gry, która wygląda jak żywcem wyjęta ze starej konsoli?

Zobacz również: The Dark Pictures: Man Of Medan – recenzja gry. Nowy horror od twórców Until Dawn

Odpowiedzi powinniśmy doszukiwać się w bardzo popularnych ostatnimi czasami praktykach dużych studiów w remakowaniu i remasterowaniu swoich dawnych gier. Resident Evil 2, Resident Evil 3, Final Fantasy VII, Shadow of the Colossus, a z nieco nowszych tytułów to wyczekiwane Chrono CrossDragon Quest III. Dziwne to czasy nastały, w których znacząca część graczy oczekuje na zagranie w te same gry, co dawniej. Dużą w tym rolę odgrywa nostalgia, która wpływa na postrzeganie minionych czasów. Jednak czy ma to cokolwiek wspólnego z demakami?

Bardzo możliwe, że tak, ponieważ są one fanowską odpowiedzią na poczynania dużych wydawców. Okrajanie gry i tworzenie jej za pomocą przestarzałych narzędzi jest łatwiejsze do wykonania dla jednej osoby na domowym komputerze niż stworzenie od podstaw znanego tytułu z wykorzystaniem nowoczesnej technologii. Dodając do tego brak praw autorskich i niemożność zarabiania na swoim tworze, maluje nam się obraz oddolnych praktyk fanowskich, które na stałe zadomowiły się w popkulturze. A te mają to do siebie, że są zupełnie inaczej postrzegane przez odbiorców niż pełnoprawne gry wydawane przez duże studia.

Demake Soundless Mountain II

Fanowska ingerencja w wykreowane światy nikogo już dzisiaj nie dziwi, chociaż jej początki były burzliwe. Opowiadania spoza kanonu Harrego Pottera, filmy krótkometrażowe z sagi Gwiezdnych Wojen, komiksy z uniwersum Marvela. To wszystko to przykłady działań fanów wpływające na rozpoznawalność danej marki. To samo dotyczy demaków, które są projektami stworzonymi przez najwierniejszych fanów gier cyfrowych. A twórczość fanowska ma to do siebie, że jej autorzy są wspierani przez pozostałych fanów, ponieważ wszyscy razem „grają do jednej bramki”.

Zobacz również: Death Stranding – recenzja gry. Ciężkie życie kuriera…

A więc skąd zainteresowanie demakami? Jako iż są one tworzone przez fanów dla fanów, to ich grupą docelową są właśnie najwierniejsi z nich. Ci, dla których bardzo często nie liczą się nowoczesna grafika, pościgi i wybuchy, ale historia i treść, a każde nowe podejście do tematu jest dodatkowo nagradzane uznaniem społeczności. Soundless Mountain II, choć powstałe przed remake’ową modą, nie jest kierowane do nowych graczy, ale do społeczności, która zobaczy w tej grze nową jakość wśród fanowskich dzieł i doceni ją. To samo dotyczy demake’u Bloodborne, który, w pewien sposób, może zrekompensować fanom serii brak portu oryginału na PC.

XXI wiek mija pod znakiem kultury remiksu. Ponowne wykorzystywanie znanych motywów, modyfikowanie popularnych treści czy odtwarzanie dawnych dzieł, nie tylko w grach cyfrowych, stało się chlebem powszednim dla (pop)kultury. Działania fanów, do których zalicza się demake, to tylko ułamek spośród szeregu innych aktywności (covery utworów muzycznych, cosplay, grafiki, plakaty itp.). Chęć tworzenia istnieje głęboko w każdym z nas, a sposobów na własną ekspresję jest tyle, co ludzi na Ziemi. Demake bez wątpienia jest jednym z wielu takowych, a pod względem gier bardzo ciekawym i imponującym.

Jakub Ziółkowski

Zafascynowany (pop)kulturą student nowych mediów. Pod względem hobbystycznym, a niedługo z wykształcenia, ludolog, wciąż poszerzający swój pisarski warsztat. Miłośnik retro grania, 8-bit i starych konsol. Początkujący entuzjasta Magic: The Gathering. W wolnym czasie (jeśli taki się pojawia) nadrabiający tytuły ze swojej "Kupki Wstydu".

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze