Śpiący Przebudzony – recenzja książki

Każdy z nas lubi czasem sprawdzić, jak wyglądało dane zagadnienie wiele lat temu. Ja sam zaczynając lata temu przygodę z grami video, gdy tylko zostałem pobłogosławiony stałym dostępem do Internetu w domu, to bardzo szybko zacząłem czytać o tym, jak to z tymi grami i sprzętem do grania było w latach 70-tych czy 80-tych, jak i późniejszych.

Kiedy więc przyszedł ten moment w życiu, gdy naszło mnie na literaturę Sci-Fi, to tutaj od razu skierowałem się ku pionierom tego gatunku, by z czystego kaprysu zignorować w aktualne tytuły, a pobawić się w odkrywanie tych starych, naprawdę starych pozycji. I tutaj właśnie na scenę wkracza omawiana książka, czyli Śpiący przebudzony. Jest to jeden ze sztandarowych tytułów jednego z ojców fantastyki naukowej czyli Brytyjczyka Herberta George Wellsa. Wydawnictwo Vesper (dobrze znane chociażby z recenzowanych niedawno Kotów Ultharu Lovecrafta) wzięło się jakiś czas temu za twórczość Wellsa, i chociaż Śpiący przebudzony nie jest może aż tak dobrze kojarzony, jak inne tytuły tego autora  – Wehikuł Czasu czy Wojna Światów – to wciąż jest to produkt, który ma swój znaczący wkład w gatunek sci-fi i takie wznowienie mu się z pewnością należało.

Zobacz również: Star Wars. Wielka Republika: W Ciemność – recenzja książki

Śpiący przebudzony pierwotnie zaczął być pisany od 1897 do roku 1899, ale autor finalnie nie był zadowolony z takiej postaci i w 1910 ukazała się jego wersja poprawiona. To właśnie na nowszej wersji bazuje to, co dostaliśmy od polskiego wydawcy. Data 1897 jest tutaj warta zapamiętania, ponieważ historia skupia się na Grahamie, człowieku w średnim wieku, niewyróżniającym się w zasadzie niczym obywatelu Anglii, który na skutek nagłego zapadnięciu w głęboki sen, zawiesza się między życiem a śmiercią na równo 203 lata, przez co budzi się idealnie w roku 2100. Mamy tutaj więc do czynienia z wyobrażeniem sobie odległej przyszłości przez autora powieści i zderzeniem się typowego mieszkańca wiktoriańskiego Londynu ze światem Jutra. Jak się jednak szybko okazuje, Graham nie jest wcale takim mało ciekawym ludzkim antykiem dla ludzi tych realiów.

Graham jest bowiem Władcą tego świata. Na skutek pieniędzy, które mnożyły mu się w czasie jego długiego snu i pewnych wydarzeń na przestrzeni tych 200 lat, Graham staje się po pobudce władcą świata, który jest mu obcy, przeraża go, i w którym żyją ludzie, którzy wcale nie są zadowoleni z jego przebudzenia. Znajdą się jednak całe masy tych, które traktują go jak boga i swojego zbawiciela do którego się modlono, jak i tacy, którzy postanowią wykorzystać Grahama i jego kult do własnych, egoistycznych celów.

Zobacz również: Diuna – recenzja książki. Klasyka science-fiction

Śpiący przebudzony jest inspiracją dla takich wydanych później tytułów jak Nowy Wspaniały Świat czy Rok 1984. Widać to bardzo szybko, gdy tylko Graham próbuje się rozeznać w tych obcych realiach. Świat przyszłości według Wellsa jest światem pracy, kapitalizmu, wydajności i życia dla samej pracy, gdzie śmierć na życzenie to drogi luksus, a prawdziwe przyjemności czerpie jedynie elita tego świata, tak mało liczna w stosunku do świata robotników, a jednak to ona dzierży władzę.

Fabuła i postacie nie są na pewno najmocniejszymi punktami tej książki. Oczywiście, Śpiący przebudzony to rzecz pisana pierwotnie jeszcze w 1897, ale nawet na tle literatury XIX wieku jest to historia biedna. Wells bardzo dużo uwagi poświęca wyglądzie miasta przyszłości, zagadnieniom społecznym czy nawet krajobrazowi, ale już ani charaktery ani sposób prowadzenia historii nie dostały specjalnej uwagi. Ot, mamy zobaczyć jako czytelnik, jak zagubiony Graham jest przerażony tym, co widzi, jak daje się manipulować, jak uczy się tego świata i wreszcie jak próbuje w końcu wziąć sprawy w swoje ręce. Wyraźnie widać kto tu jest stroną manipulującą, tak samo Graham myślący jak typowy przedstawiciel Epoki Wiktoriańskiej szybko staje się przewidywalny w swoich reakcjach.

Zobacz również: Iskra – recenzja książki. Jak trzyma się polska fantastyka młodzieżowa?

Czy wiedząc takie rzeczy na start, jest w ogóle sens brać się za takie pozycje jak Śpiący przebudzony i czerpać z tego przyjemność z lektury? Oczywiście! W końcu sam miałem dużo zabawy śledząc poczynania Grahama – rzecz w tym, by przed wzięciem się za taki tytuł jak mieć na uwadze kilka rzeczy. Pierwsza sprawa to taka, że to w końcu tytuł, który był pisany u schyłku XIX wieku. H.G. Wells musiał więc na bazie swojej wiedzy, realiów i obserwacji spróbować stworzyć w miarę wiarygodny świat roku 2100, ale ze swojej perspektywy i wrzucając w to swoje największe obawy (w końcu to świat dystopijny).

Takie rzeczy zawsze są fascynujące, gdy czytasz taką historię wiele lat po publikacji, bo możesz wtedy rozliczać autora z tego, co mu się nawet udało przewidzieć, co poszło w naszej historii zupełnie inaczej, a w czym przestrzelił totalnie. Wells był Brytyjczykiem i pisał Przebudzonego na kilkanaście lat przed I Wojną Światową, przez co zakładał z pełnym przekonaniem, że w świecie Roku 2100 Wielka Brytania jest siłą dominującą, a Londyn stolicą świata. Kiepsko też mu wyszło prognozowanie końca kolei naziemnej, która miała zostać zastąpiona przez dziwny transport linowy i pasy dla pasażerów. Nawet samochody niespecjalnie tu występują, chociaż o jakiś pojazdach kołowych jest tu raz mowa, ale w 2100 autostrad nie uświadczysz (benzyny po 6zł za litr też).

Zobacz również: W górach szaleństwa, tom 1 – recenzja książki

Z drugiej jednak strony, Wells bardzo trafnie przewidział urbanizację miasta, wchłanianie przez nie coraz dalszych terenów kosztem wsi oraz znaczącą rolę transportu lotniczego (sprawdźcie sobie jak wyglądało lotnictwo roku 1897, jeżeli wydaje się to wam mało wizjonerskie). Taka wyliczanka technologiczna jest zabawą samą w sobie i jest ona możliwa właśnie dzięki wiekowi książki, a tutaj kombinacja kreatywności Wellsa i XIX-wieczna wiedza dała tu bardzo intrygujący efekt.

Druga kwestia to to, co autor próbuje przekazać i cały aspekt ideologiczno-społeczny. Graham to jak wspomniałem typowy obywatel Epoki Wiktoriańskiej, więc wysłanie go 200 lat w przyszłość pozwoliło Wellsowi rozczarować go na każdym możliwym kroku, jednocześnie jednak dał swojej postaci trochę radości. Na pewno wspomniany rozwój lotnictwa to to, czym Graham jest zafascynowany i jedną z jego pierwszych decyzji jest taka, na którą pewnie faktycznie zdobyłby się każdy ciekawski uczony sprzed 1900 roku – mianowicie pragnie nauczyć się latać.

Również różnego rodzaju udogodnienia w mieszkaniu, jak szybkie szycie ubrań czy sycące płyny to typowe idealistyczne wyobrażenia świata jutra z tamtych czasów. W końcu ludzie XIX wieku, nawet najbardziej kreatywni, nie wyobrażali sobie takiej telewizji, Internetu czy grania w Tetrisa na smartphonie, więc szczytem pożytku technologicznego było wszystko to, co przyspieszyłoby i ułatwiło codzienne sprawunki.

Zobacz również: Nieśmiertelny Hulk, tom 1 – recenzja komiksu. Marvel Fresh w natarciu

Ciekawiej robi się jednak przy sprawach światopoglądowych. Wells nie mylił się co do tego, że świat przyszłości to świat firm, kapitalizmu i pieniądza. W tamtych czasach zyskiwały na sile ruchy socjalistyczne, komunizm pukał do drzwi a robotnicy się gromadzili w różne stowarzyszenia. I ta właśnie robotnicza siła jest głównym ruchem oporu wobec wszechwładzy Rady, czyli grupy ludzi zrzeszonych dookoła śpiącego Grahama, która na jego postaci rozszerzyła sobie wpływy na cały świat. I to właśnie wielki bunt robotników i klasy pracującej przez większość książki obserwuje główny bohater – najpierw ma pogląd bardzo ograniczony i jest wodzony, z czasem jednak zaczyna w końcu się w tym odnajdywać.

Wśród rzeczy które przerażają Wiktoriańskiego Grahama jest na przykład niewyobrażalna dla niego swoboda kobiet. Tutaj zwłaszcza czytelniczki na pewno uśmiechnęły by się wielokrotnie, czytając poglądy Grahama i widząc jego przerażenie, gdzie nasz jegomość wyznaje oczywiście typową dla jego czasów zasadę, że kobieta powinna mieć dzieci, skupiać swój czas na wychowywaniu ich i być cichą, potulną i wesołą dla męża. To właśnie jeden z tych przykładów, gdzie lektura daje poziom zabawy niemożliwy do osiągnięcia dla czytelnika tamtych czasów.

Ja się oczywiście z takiego podejścia Grahama śmiałem przy jednoczesnym pełnym zrozumieniu epoki, bo o to w tych chodzi. Wiem jednak doskonale, że nawet w 2021 roku są w naszym kraju polityczne partie, które mentalnie na poziomie Grahama i jego myśleniu utknęły, ale to zupełnie inna, wywołująca śmiech przez łzy kwestia. I przy okazji kolejna cegiełka do tego, jak duch dzieła sprzed lat przewija się dalej w naszych czasach.

Zobacz również: Eternals – recenzja filmu. It’s a Woke World After All

Wells na pewno też miał z takiego dręczenia Grahama pewną zabawę i to widać. Jednocześnie jednak, Śpiący przebudzony jest ciekawą lekturą też dlatego, że można pośmieszkować sobie z samego autora. Pisarz nawet na potrzeby świata roku 2100 nie potrafi się przemóc, by ludzie innego odcienia skóry niż biały, mogli pełnić funkcje rządzące. Rasa afroamerykańska się pojawia, ale są wspominani tylko jako członkowie sił porządkowych, albo takich, które w większych ilościach wzywa się z Afryki. Z kolei jedyna postać azjatycka która nawet przewija się dłużej w historii jest głównie sługą Grahama. Z szanowaną licencją lotniczą, ale jednak.

Nie muszę też pewnie dodawać, że wspomniane kobiety może i więcej swobody mają, ale Wells również tutaj uznał, że nawet po 200 latach nie ma sensu pisać, by któraś należała do Rady rządzącej światem, albo chociaż miała własną firmę. Jest to kolejna zabawa w zabawie, która pokazuje, że nawet tworząc opowiadanie Sci-Fi które ma łamać akceptowalne zasady, autor wciąż nie wyjdzie ponad to, co sam uznaje za naturalny porządek rzeczy (chociaż oczywiście potrafią się tacy znaleźć). Przy okazji pomaga też lepiej zrozumieć epokę i jest wglądem w umysł człowieka w niej żyjącej, a H.G. Wells niewątpliwie świetnie się do tego nadaje.

Co zaś do konserwatywności autora swoich realiów, to na pewno należy też podkreślić, że Wells pisze bardzo wygładzająco. Oznacza to, że gdy pisze o wyzwolonych kobietach, to szczytem na jaki się zdobędzie opisując ich wygląd jest odnotowanie, że ubierają się zbyt kuso, ale już rozmowy o seksie i innych przyjemnościach nigdy się nie pojawia. Tak samo sposób mówienia postaci jest mocno formalny, i nawet na potrzeby żywiołowej dyskusji Wells nie zejdzie z pewnej teatralności, i nikt soczystego przekleństwa tu nie rzuci.

Zobacz równieżPoprawność polityczna właśnie osiągnęła następny level

Dla nikogo nadrabiającego stare pozycje fantastyki nie będzie to zaskakujące, ale osoby dla których było by to pierwsze zetknięcie z tym gatunkiem ale w wersji sprzed ponad 100 lat może być infantylne. No i właśnie, komu w takim razie można tego Śpiącego przebudzonego polecić? Przede wszystkim właśnie ludziom, którzy chcieliby sobie taki wehikuł czasu zafundować, i zobaczyć jedną z pierwszych, głośniejszych wizji dystopii, jaka pojawiła się w literaturze i która ewoluowała potem w takim Roku 1984, czy wcześniej nawet w książce My Zamiatina.

Tak jak powrót do gier ery 8-bitów potrafi być mimo wielu archaizmów mega sycący, tak przy takim odkrywczym podejściu Śpiący przebudzony również da wiele frajdy. Inna grupa osób która powinna koniecznie tym tytułem się zainteresować to oczywiście fani samego H.G. Wellsa. Wells ma i tak dużo szczęścia do naszego rynku, bo jego najgłośniejsze książki dostawały po kilka wydań. Teraz jednak Śpiący przebudzony w ramach nowej serii wydawniczej od Vespera jest dostępny w naprawdę kuszącym oko wydaniu i z posłowiem pana Mirosława Gołuńskiego, które jest dobrym, szybkim podsumowaniem po lekturze.

Nie było by więc niczym dziwnym, gdyby przy okazji nabywania tych nowych wydań, dorzucić też Śpiacego. Jeżeli ktoś już w pełni świadomie sięga po twórczość Wellsa, to wie mniej więcej na co się nastawiać i najpewniej zabawę o której pisałem wyżej będzie praktykować w trakcie lektury. Dla mnie samego był to zakup udany i cieszę się z przeczytania kolejnego klasyka od tego autora. Mam jednak pełną świadomość, że jest to tytuł, do którego wiele osób podejść nie będzie nigdy chciało, albo podejdzie i się zrazi. Posiadając więc na uwadze to wszystko co napisałem, mam nadzieję, że chociaż trochę udało mi się nakierować was na to, czy ten tytuł z 1899 roku jest potencjalnie dla was i czeka na przeczytanie.

Plusy

  • Podróż ku jednej z pierwszych dystopii sci-fi która zainspirowała kolejne pokolenia pisarzy
  • Magiczna kombinacja Epoki Wiktoriańskiej i Świata Jutra oczami XIX wiecznego pisarza
  • Wiele trafnych przewidywań na temat przyszłości

Ocena

7 / 10

Minusy

  • Postacie bez charakteru będące tłem dla świata, przewidywalna historia
  • Dużo opisów krajobrazów i otoczenia które wytrącają z czytania
  • Mimo 2100 roku duch Kolonialnego Brytyjskiego myślenia jest tutaj bardzo silny
Krystian Wierzbicki

Fan gier video, książek Sci-Fi, anime i mangi jak i wszelkich innych komiksów. W 2019 odkrył, że istnieją międzymiastowe konwenty więc stara się wpadać na co może. Wielki miłośnik serii One Piece, z piractwem posiadający związek już za młodu, gdy nabywał gry na Stadionie Dziesięciolecia do swojej przerobionej PlayStation 1

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze