Chainsaw Man, tomy 1-6 – recenzja mangi. Nie każdy bohater ma wielkie ambicje

W świecie „japońskich bajek” najczęściej bywa tak, iż najpierw to anime zdobywa popularność, a dopiero potem ciągnie za sobą w górę swój mangowy pierwowzór. Dziś jednak porozmawiamy o wyjątku od tej reguły – mandze, która zyskała ogrom fanów, nie mając jeszcze animowanej adaptacji w ogóle. Panie i Panowie, oto Chainsaw Man.

Chainsaw Man jaki jest, każdy widzi. Brutalny, nieraz obrzydliwy oraz bynajmniej nie stroniący od treści okołoseksualnych. Los chciał, iż – prócz tego ostatniego – akurat całkiem lubię tego typu opowiastki, więc osobiście w niczym mi to nie przeszkadza. Aczkolwiek jeśli należysz do osób wrażliwych na takie rzeczy, szanowny Czytelniku, to stanowczo odradzam ten tytuł. Prawdopodobnie odpadniesz po pierwszym tomie.

Skoro wstępne ostrzeżenia mamy już za sobą, przejdźmy do konkretów.

Zobacz również: Król Szamanów – recenzja anime. Szamanów królem być

Akcja mangi skupia się wokół Denji’ego – szesnastolatka polującego na demony. Denji ledwie sobie radzi z własnym utrzymaniem. Pomimo dobrze płatnej pracy, nie stać go na godne życie ze względu na konieczność uregulowania długów jego zmarłego ojca. Yakuza, której był on winien pieniądze, załatwia chłopcu zlecenia, by miał z czego ich spłacić. W końcu jednak grupa uznaje, iż ma dość zajmowania się nim i pozbywa się go. Wtedy zaś do akcji wkracza zaprzyjaźniony z nim psi demon. Stworzenie łączy się z martwym ciałem nastolatka, przywracając go do życia, a jednocześnie udzielając mu swoich nadprzyrodzonych zdolności. Wtedy to Denji zostaje tytułowym Chainsaw Manem – ni to człowiekiem, ni demonem. I tak mniej więcej prezentuje się początek mangi.

Co zaś dzieje się dalej? W telegraficznym skrócie – Denji poznaje kobietę imieniem Makima i dołącza do oficjalnej organizacji łowców demonów, do której ona należy. Tam z kolei uczy się współpracy z nowymi partnerami oraz wykonuje kolejne misje. Ich głównym celem jest Demon Broni Palnej – bestia, która w zaledwie kilka sekund potrafi zgładzić setki ludzi. Szybko jednak okazuje się, że jak Denji poluje na Palniaka, tak Palniak również poluje na Denji’ego i nasyła na niego swoich podwładnych w najmniej spodziewanych momentach. Czas ucieka, ludzie giną, a wyścig o to, kto zabije kogo pierwszy, trwa w najlepsze.

Zobacz również: Projekt Cosplay, tom 1 i 2 – recenzja mangi. Poczuj wzloty i upadki cosplayera

Choć ilość imion i nazw własnych może powodować odwrotne wrażenie, Chainsaw Man wcale nie ma szczególnie skomplikowanej fabuły. Główny cel jest jasny i klarowny, a cała reszta zdarzeń, jakie ukazano w mandze, to albo etapy pośrednie, albo wątki wprowadzające nowe postacie. Są one jednak na tyle ciekawe, iż po sześciu tomach wciąż wcale nie mam ich dość, nawet jeśli do finałowej walki wciąż jeszcze daleko. Kolejne napotykane przez Denji’ego i spółkę demony mają ciekawe, oryginalne designy oraz unikalne zdolności, na które nie wystarczy tylko pomachać piłą – potrzeba konkretnych strategii, na które bohaterowie też muszą w jakiś sposób wpaść. Duża różnorodność przeciwników i planów z kolei skutecznie zapobiega nudzie, nawet jeśli wynik końcowy starć tak czy inaczej można przewidzieć.

Epizodyczna fabuła nie działałaby jednak tak dobrze, gdyby nie bohaterowie. Mamy ich tu całkiem sporo, acz mimo tego autorowi udało się sprawić, aby każdy z tych bardziej istotnych miał własny, unikalny charakter i był łatwo rozpoznawalny. Wiadomo, Denji jest wśród nich najbardziej istotny, aczkolwiek prócz niego warto wspomnieć też o trójce innych ważnych postaci – Akim, Power i Makimie.

Zobacz również: Mushishi, tom 1 – recenzja mangi. Strzeż się zmiennokształtnych Mushi!

Z całej tej gromadki jedynie Aki na sto procent jest człowiekiem, choć również dysponuje kilkoma nadprzyrodzonymi bajerami ze względu na swój pakt z lisim demonem. On to również stanowi najbardziej spokojny, zdroworozsądkowy element w swojej drużynie. Nie można jednak powiedzieć, aby był całkowicie logiczny – jego główną motywacją jest w końcu samodzielna zemsta na potworze, z którym żaden człowiek nie ma najmniejszych szans. Choć w porównaniu z pozostałym tercetem głównych bohaterów wydaje się mało charakterystyczny (no, może prócz tej jego samurajskiej kitki), to wciąż jest interesujący do śledzenia i dobrze równoważy Denji’ego oraz Power. Przy tych dwóch świrusach niezbędny był „mądrzejszy starszy brat”, a Aki sprawdza się w tej roli znakomicie.

A skoro już o nich mowa, to opowiedzmy sobie trochę o Power. Power jest tak zwanym Magusem – demonem, który opętał zwłoki. Dziewczyna wygląda prawie jak człowiek, z jednym wyjątkiem: na głowie rosną jej rogi, przez co trochę rzuca się w oczy. Aczkolwiek nawet gdyby ich nie miała, to nietrudno byłoby dostrzec, iż coś z nią, w cudzysłowie, nie tak. Dlaczego? Power posługuje się archaicznym językiem i jest wyjątkowo nieokrzesana. Naprawdę trudno nie zwrócić na to uwagi.

Zobacz również: Balsamista. Tom 1 – recenzja mangi. Z kamerą wśród trupów

Niektórych z pewnością będzie ona irytować. Mnie na samym początku zresztą też trochę wkurzała. Acz dość szybko do niej przywykłam, a im dłużej obserwowałam dynamikę między nią a Denjim i Akim, tym mniej negatywne miałam do niej nastawienie. Bywa bezczelna czy narcystyczna, ale na swój sposób zabawna. Gdyby działała solo, trudno byłoby ją znieść, ale na szczęście relacje z grupą ładnie ją podciągają. Po czasie można ją nawet polubić.

Z najważniejszej w Chainsaw Manie grupy demonobójców został nam jeszcze Denji, główny bohater. Chociaż zasadniczo nazywanie go „bohaterem” jest nieco ironiczne, zważywszy na jego pobudki. W typowych shounenach protagonistów zwykle motywują jakieś podniosłe pobudki; chcą ratować świat, ochraniać bliskich, pomagać ludzkości, generalnie być dobrymi ludźmi. A Denji? Denji chce po prostu pomacać. Nie ma żadnych górnolotnych ambicji. Tylko jedzenie, dostęp do łazienki i cycki. No i Makima oczywiście.

Zobacz również: Monster, tom 1 – recenzja mangi. Kto tutaj tak naprawdę jest potworem?

Denji’ego i jego prostactwo można albo kochać, albo nienawidzić – trudno jest pozostać obojętnym. I niestety, choć generalnie uważam, iż to ciekawa postać, mnie ono trochę męczyło. Wiadomo, od czasu do czasu można sobie zrobić obsceniczny żart, jednak dla mnie ich zagęszczenie było zbyt duże. Chainsaw Man generalnie nie stroni od treści dla dorosłych, ale chyba jednak wolałabym więcej brutalności niż zboczenia. A w pierwszych sześciu tomach, głównie za sprawą Denji’ego, jest tego niemal po równo.

Przejdźmy jednak do ostatniej, najbardziej enigmatycznej postaci z głównego składu – Makimy. Jest ona wysokiej klasy łowczynią demonów, przełożoną pozostałej wymienionej tu trójki oraz głównym obiektem zainteresowania Denji’ego. Choć na samym starcie wydawała się miła, szybko wyszło na jaw, że to niekoniecznie prawda. Kobieta zbiera mocno mieszane opinie – jedni twierdzą, że jest wspaniała, inni zaś, iż lepiej jej kijem nie tykać. Kto ma rację? Na tym etapie czytania trudno jednoznacznie powiedzieć.

Zobacz również: Komi Can’t Communicate. Sezon 1 – recenzja anime

Tak naprawdę to trudno o niej jednoznacznie powiedzieć cokolwiek. Teoretycznie też lubi Denji’ego, ale jednocześnie traktuje go jak psa. Podobno jest człowiekiem, aczkolwiek potrafi przeżyć to, czego żadna ludzka istota nie powinna. I chociaż sama wiem już, co w związku z nią się święci (bądźcie przeklęte, spoilery na Instagramie!), to po samym przeczytaniu sześciu tomów niczego nie można w jej kwestii być pewnym. Oprócz tego, iż będzie w dalszych częściach kimś ważnym, ma się rozumieć.

No dobrze, jeśli chodzi o bohaterów ważnych dla całości serii Chainsaw Man, to by chyba było wszystko. W tym wpisie omawiamy jednak tylko sześć pierwszych tomów – kto więc był ważny konkretnie w nich? Przewinęło się tu sporo bohaterów, aczkolwiek szczególnie istotni wydają się Angel, Beam, Reze i Himeno. Dwóch pierwszych pozwolę sobie zostawić na recenzję dalszych części, jako że na pewno będą tam mieli dalszą rolę, a tutaj i tak już za długo mi z bohaterami schodzi. O dwóch ostatnich jednak wspomnieć muszę, jako że ich przyszłych występów już nie jestem taka pewna, że tak to sobie pozwolę ująć. Ale to już tak w telegraficznym skrócie, obiecuję.

Zobacz również: Star Wars: Visions – recenzja serialu. Czy moc jest silna w tym anime?

Reze to demon bomba oraz podwładna Palniaka, z kolei Himeno – łowczyni demonów i partnerka Akiego w boju. Obie panie dostarczają trochę fanserwisu, ale jednocześnie są też lubialnymi bohaterkami z prostym, acz jasno zarysowanym charakterem. Niestety związane z nimi sceny emocjonalne nie wywarły na mnie oczekiwanego wrażenia. Częściowo może to być wina spoilerów, oczywiście, jednakże mimo wszystko uważam, że trochę za mało czasu im poświęcono, by to wybrzmiało jak należy. W obecnej wersji ich wątki wyszły okej, ale mogły być lepsze. Wiele więcej niestety powiedzieć nie mogę, bo nie chcę nikomu spoilerować ich losów. W każdym razie obie uważam za nie do końca wykorzystany potencjał.

Mówiąc o mandze, warto oczywiście poświęcić chwilę również na styl rysunku. Jego zasadniczym plusem są wspomniane na początku potwory – zarówno ich wykonanie, jak i sam design. Narysowano je w bardzo dokładny, szczegółowy sposób, a to nie lada wyzwanie, jako że ich projekty najczęściej liczą sobie całe mnóstwo detali. Nie tyczy się to tylko samego Chainsaw Mana oraz jego najbliższych kumpli, ale także ich przeciwników, z tymi trzecioplanowymi włącznie. Jedni wyglądają całkiem zabawnie, inni obrzydliwie, jeszcze inni – po prostu groźnie. Każdy bez wyjątku jest zaś na swój sposób wyjątkowy i dobrze dopracowany. O co jak o co, ale o monotonnych przeciwników w serii Chainsaw Man martwić się nie trzeba.

Zobacz również: Poranek Ściętych Głów, tom 1 – recenzja mangi. Klasyka na miarę twórczości Tezuki i Kurosawy?

Jeśli chodzi natomiast o rysowanie ludzi, Chainsaw Man to sinusoida – jedne panele bardzo mi się podobały, a przy innych już czułam, że coś jest nie tak. Kreska miejscami bywa niechlujna, a anatomia nieco zachwiana. I niestety podobne wpadki pojawiają się w dialogach. Choć większość jest w porządku, to szczególnie te prowadzone z demonami nieraz wypadały straszliwie sztywno. Oba z wymienionych to jednak raczej drobne potknięcia wybijające od czasu do czasu z rytmu, a nie poważne problemy. Jeśli historia wciągnie Was tak jak mnie, to najprawdopodobniej zmarszczycie tylko czoło i przejdziecie dalej.

Zebrawszy wszystko zusammen do kupy, stwierdzam, iż pierwsza (mniej więcej) połowa mangi Chainsaw Man to, pomimo pewnych drobnych obiekcji, naprawdę niezła rozrywka. Trup ściele się gęsto, krew leje strumieniami, a i fanserwisu znajdzie się trochę, jeśli ktoś szuka. Choć niejeden zapewne odejdzie zniesmaczony, ja osobiście bawiłam się dobrze i na pewno niebawem sięgnę po dalsze części. Fani serii takich jak Hellsing Ultimate czy Devilman Crybaby mogą wziąć się za tę mangę bez obaw – jestem niemal pewna, że znajdą tam coś dla siebie.

Plusy

  • Mimo że fabuła nie jest zbyt wysublimowana, to wciąż wciąga. Głównie dzięki ciekawym bohaterom i dynamice ich relacji
  • To, co ma być brutalne, jest brutalne. To, co ma być obrzydliwe, jest obrzydliwe. Nie ma ugrzeczniania
  • Świetnie narysowane potwory

Ocena

7.5 / 10

Minusy

  • Kreska artysty przy ludziach sprawdza się różnie
  • Niektóre dialogi dość sztywne, szczególnie te z demonami
Patrycja Grylicka

Zapalona fanka Far Cry 5 oraz książek Stephena Kinga. Zna się na wszystkim po trochu i na niczym konkretnie, ale robi, co może, żeby w końcu to zmienić i się trochę ustatkować.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze